02.09.2025
„Pamiętaj, że nie mogą odwołać wiosny” miał powiedzieć David Hockney, malarz….
Tu bym się niekoniecznie zgodził, dzisiaj i wiosna to kwestia umowna, zależy „od bańki informacyjnej”, “tylko ekstremiści twierdzą, że wiosna jest na pewno, a to w końcu zalezy od punktu widzenia”, „każdy wiosnę rozumie inaczej” itp. Itd.
I na pewno, bez wątpienia o taki zjawisku, o ile istnieje, nie będą decydować jacyś astronomowie, czy inni „eksperci”.
A właściwie kim sa ci ONI, którzy mogliby odwoływać…To jest ważne pytanie.
Nie wiem, co myślał Hockney, kiedy wypowiadał to zdanie, ale malować na pewno potrafi i to bardzo dobrze.
Nie znam się jakoś specjalnie na sztuce, choć na wystawach w galeriach bywam myślę, ponadprzeciętnie często, ale obrazy Hockneya, najwyraźniej udowodniają, że nowoczesna sztuka może być zrozumiała, ciekawa, dobrze zrobiona, zajmująca.
Masa bowiem dzisiaj różnych, przedziwnych, dla mnie laika, ale w końcu Odbiorcy bohomazów, obiektów, instalacji. Nie wiadomo po co i dla kogo. Są oczywiście wyjątki, znamienite, weźmy Fangora, no coś-w tym- jest. Choć pewnie Anda by się ze mną nie zgodziła, nie znam się, nie udaję…
Tak czy inaczej malować można i trzeba umieć, co za truizm.
Zawieśmy te malarskie impresje, bym się nie pogrążał, w oczach ewentualnych ekspertów, ale sztuka musi się chyba po prostu – podobać?
Ciekawy na wystawie był wątek elektroniczny. Miły dzisiaj starszy Pan od zawsze był chyba z komputerami za pan-brat więc na wystawie cała masa jego twórczości na IPada a nawet IPhona. I te obrazki bardzo piękne, czasami z elementami animacji, deszcz na przykład, pierwsza klasa. Jednak miałem dziwne odczucie, że Coś nie tak z tymi obrazami (?), coś nienaturalnego z punktu widzenia malarstwa, jakkolwiek by je zdefiniować. Ta dynamika digitalna, te wyświetlacze, wszystko to wbrew pozorom jawi mi się jak ulotność, mechanika, technika.
Dobry obraz, w jakiej by nie był technice wykonany, to w swej stateczności zawsze pewna tajemnica a przez to a rebours dynamika, głębia. W każdym spojrzeniu na płótno, akwarelę, grafikę coś nowego, innego może dla widza wypływać? Promieniować…A iPad…
A może te słowa są następstwem sytuacji, gdy już wszędzie i wszyscy biegają jak oszalali, obłąkani z smartfonami, wszystko fotografują, filmują bez zastanowienia. Na Świat patrzą już tylko przez ekran telefonu wyświetlający obraz z soczewek aparatu ? Czy ludzie-smartfony w ogóle widzą na co patrzą? Czy może te urządzenia ten obraz im po prostu…. magicznie kradną i do ich mózgów (o ile mają jakieś) w ogóle nie trafia?
Ja tam, nie powiem czasami zdjęcie zrobię, na wystawie czy wycieczce, ale co widzę, zobaczę, to moje.
Obłęd.
Tak jest zresztą wszędzie. W miejscach turystycznych, na koncertach, występach, widokach, wschodach i zachodach słońca. Gdziekolwiek byśmy się chyba dzisiaj nie udali.
W Paryżu byłem któryś raz i ten owerturyzm jest, jak wszędzie w Barcelonie, Gdańsku, Rzymie czy Krakowie coraz bardzie porażający. Weźmy na to dziki tłum na Sacre Coeur, przy jakimkolwiek Widoku i Panoramie, te stada na Trocadero robiące sobie te same durne fotki wykorzystujące perspektywę pt. „mierzę Wieżę”, „trzymam Wieżę” itp itd.
I nie ma znaczenia najwyraźniej, czy to turysta z Wielkiej Polski, Niemiec, Chin (pełno ich teraz wszędzie), Indii, Pakistanu czy Zatoki. Pełna globalizacja. Strasznie to durne, spłaszczające, banalne. Zawsze tam były tłumy, ale teraz tłumy się tłumią, a to i tak chyba nie był szczyt Sezonu.
Oczywiście, każdy ma prawo, tylko właściwie: po co te masowa turystyka ludziom? Pewnie dla mody, bo tak trzeba, bo to symbol statusu. Ein muss! A myślę, złośliwie, że jakby dla 90 % tych turystów w Paryżu, Barcelonie, Gdańsku, Krakowie, Pradze, gdziekolwiek zbudować jakieś plastikowe kopie niedaleko ich chałupy, to w dupie by to mieli gdzie są. Wystarczy, że zrobiliby sobie fotki, na Insta i Fejsa „been there done that got the T-shirt” .
W Paryżu wszędzie też spotkacie stada Amerykanów, tradycyjnie. Podróż do Paryża, Europy to taki ich Grand Tour, jak w XIX wieku angielskich młodzieńców, a doszła do tego ostatnio „Emily w Paryżu”…
Osobiście zupełnie straciłem podziw i wiarę w Amerykę, zdradzili nas, pieszczoszki Putlera, śmiali się jak to innym się rozpada demokracja, oni mają “check and balances”, he he, a teraz patrzcie, ichni Faszysta robi co chce, wojsko na ulicach, sądy olane, podziw dla mordercy setek tysięcy Ukraińców. Wierzyć im już na pewno nie można.
Widać też wszędzie w Paryżu Chinoli, najwyraźniej. Kolejni, którzy nienawidzą Europy, ale we wszystkim ją naśladują…Jak Ruscy, tylko jeszcze gorsi, groźniejsi, cwańsi…
No dobra, Paryż to JEST świetne miasto, od tego powinienem zacząć, ale mnie ta wiosna Hockneya zbocznikowała na ględzenie o ryzyku, powróciłem tam po sporej przerwie, wstyd lata policzyć i oczywiście świetnych miejsc też jest w tym Mieście Miast bez liku. I klimatycznych dzielnic i ulic i placów i bistr i parków (gdzie zwykle masy aż tak nie biegną). Ale znowu, tak jest wszędzie. Zapytajcie mnie o tajemnice Gdańska. Gdzie Neptun, a gdzie Fabryka Karabinów. Etc…
O ile oczywiści te tajemnice nie zostały już wam ujawnione przez jakąś Instagramerkę czy Jotubera. To znaczy teraz tajemnicy waszej i 8 milionów obserwujących ha ha!
Inna impresja: większość chyba przechodniów i w szczególności rowerzystów w Paryżu nie zważa w ogóle na światła na przejściach. Szybko uczą się tego turyści, skądkolwiek by byli, a ruch jest olbrzymi teraz, w szczególności rowerowy, w tym na elektrykach. Pewnie nie ma wypadków, cud jakiś.
Ciekawe to zjawisko z tymi turystami, czytałem kiedyś, że ludziom na wakacjach (pomyślcie o sobie) zaczyna się wydawać, że ryzyko zmalało, że więcej można, bo nic się nam nie stanie, stary mosty się nie zawali, dziurawa karuzela nie runie, na czerwonym nas nie przejadą. Obawiam się, że na SORach w Paryżu tego nie potwierdzą. Wystarczy pobyć kilka dni i być (niemal) przejechanym przez jakiś elektromoped wpadający na zielone czy czerwone, co za różnica.
Jeszcze na koniec, Paryż się zmienia też chyba, zniknęli najwyraźniej niemili, niemówiący po angielsku kelnerzy, obsługa jest profesjonalna, jedzenie dobre, jak zawsze i bardzo dobre, aplikacje w metrze działają świetnie, a po ulicach nikt z maczetami nie biega i nie gwałci, jak to straszą różni nasi ruzko- faszyści i przygłupy z zadupia i KonruZji..
Paryżanki są świetnie ubrane, dyskretnie, ale ze smakiem i dziar o wiele mniej u młodzieży, też.
A jak jeszcze spotkasz Francuza we włoskiej knajpie, na targu przy zatłoczonych stołach, je się blisko, razem, który ma dziewczynę z Żoliborza, to pomyślisz, co za Świat, piękny i dziwny.
Co tu dużo mówić, to Miasto, Paryż, przyciąga. I nie bez powodu.
Pliki cookie Aby zapewnić sprawne funkcjonowanie tego portalu, używamy pliki cookies („ciasteczka”). Jeśli nie wyrażasz na to zgody opuść portal.