Czytanie książki “Ludowa historia Polski” Adama Leszczyńskiego (podtytuł” Historia wyzysku i oporu. Mitologia panowania”), Wydawnictwo W.A.B 2020, zajęło mi sporo czasu, powiedzmy parę miesięcy, plus wcześniejsze “półkownikowanie w mojej czytelniczej kolejce, bo to skądinąd niełatwa lektura. No i, taka prawda, zwykle czytam kilka rzeczy na raz…
Pozycja jest “słuszna” 670 stron z przypisami, literaturą itp. pobocznościami, sporo. Czyta się też wcale nie tak łatwo, niepotoczyście, w końcu to nie jest “sentimentalnyj roman” (by zacytować Grudzińskiego) i przecież, wcale nie powinien być, o czym za chwilę.
Mam takie wrażenie, że niniejsze pisanie o temacie polskiej “ludowości” może być trochę spóźnione, bo moda na to była, zdaje się 2-3 lata temu. Była i się “zmyła” a niesłusznie, bo to temat wiecznie żywy, dla naszej rzeczywistości fundamentalny, nieustająco ważny. A choćby i dla biznesu, zarządzania, kultury organizacyjnej, mojego ulubionego zarządzania ryzykiem. Bez zrozumienia dlaczego jest jak jest, szans na modernizację wielkich nie ma, choć zawsze jakieś, optymizm, optymizm…
Na próżno niestety szukać poważnej dyskusji, wciągnięcia do programów nauczania, tej prawdziwej, niezmyślonej, historii Polski. Wciąż niepodzielnie króluje historia mitomańska, szlachecka, cierpiętnicza i Wielko-, by nie rzec Wszech- Polska.
Co z tego, że w naszej historii, historii naszych przodków, pewnie z 95% to byli chłopi i ich potomkowie. My z Nich wszyscy. Nie tak, jakby można mieć wrażenie z mediów, kultury, edukacji, że co drugi Polak to potomek szlachcica, Pana.
Złośliwie, gdyby te wszystkie deklaracje brać na poważnie, można by dodać, że co drugi Polak to potomek Powstańca Warszawskiego czy Legionisty; jak ktoś kiedyś zauważył w takiej kalkulacji Pierwsza Kadrowa liczyłaby z 200 000 ludzi albo i więcej.
A Hemingway napisał: zadziwiające jak wielu niebohaterów zginęło a ilu bohaterów przeżyło Wojnę he he…
Nihil novi, jakby posłuchac teraz kto bronił demokracji przed rozwałką Konstytucji (rip), kto stał pod sądami, pamięta te żałosne grupki, wyszydzane z przejeżdżających samochodów, pędzących na zakupy do shopping-mallów. Ten obrazek nie jest zmyślony! Tak, chłopi zasadniczo specjalnie nigdy się nie buntowali, czytamy w książce…
No więc wyjaśnijmy sobie, My wszyscy z chłopów, bitych, dręczonych, wyzyskiwanych wiekami i żeby nie było ad personam: pochodzenie imienia “Jerzy”, też podobno jest od “rolnik”. Żadna hańba, wstyd, “bracia szlachta”. Nie jest ważne kim byli nasi przodkowie. Ważne, czy człowiek potrafi się ze swoich okowów, ograniczeń, niewiedzy wyzwolić.
Historia ludowa opisana w książce zaczyna się od samych korzeni, o których jak wiadomo, mało wiadomo, kim był sławny Piast Kołodziej, pisze się dzisiaj że może Vikingiem, i czy w ogóle był. Opisuje jak wymyślano ramy ideologii chłopskiego ucisku, 1000 letniej niewoli, mitologię panowania. “Cham chamem” jak rzekł był Pan Zagłoba, Bóg tak chce, Kościół to potwierdza, takie są prawa ziemskie i boskie, mówiąc pokrótce. Do tego dorzucono jeszcze różne legendy o początkach systemu ucisku, zmyślenia, o wielowiekowej bo do dzisiaj sile rażenia, fantastyczne i zmyślane genealogie. Choćby Teorie Najazdu, gdzie prości Słowianie podbici przez ubermenschów Sarmatów otrzymują od nich opiekę, za pracę i bezpieczeństwo, ma się to i jednym i drugim opłacać. Mafijne parallele “opieki” trudno tu czytelnikowi nie mieć na myśli, czyż tego nie widać w naszej kulturze organizacji państwa?
A jak było naprawdę? Tu Leszczyński przechodzi, wraz z historią od ogółu do szczegółu, bo o czasach dawniejszych to wiemy coś tylko ogólnie, a im bliżej do dzisiaj, naturalnie, szczególniej i bardzo szczegółowo. Przypomnijcie sobie też historię Średniowiecza ze szkoły wiadomo Chrzest, Grunwald, Chrobry te rzeczy a o życiu chłopów niewiele, właściwie nic byli żyli jakoś, tu Bitwa, Król jest ważny nie jakiś chłop, pańszczyzna. Od początku książki, choćby pisząc o Wiekach Średnich, autor ostrzega też o klasycznym błędzie “historyzmu” , ludzie wtedy inaczej żyli i myśleli i pewnie jak sięm kogo zatłukło, pobiło, głód był choroby ludzie inaczej o tym wszystkim myśleli, jak to pozostanie pewnie na zawsze tajemnicą.
Nie wchodząc w szczegóły, generalnie chłopom było od w miarę nam znanego “początku” nie za dobrze, źle, a potem z wiekami coraz gorzej, a wreszcie tragicznie. Wczesne Średniowiecze to początek ucisku, ale były i jego naturalne granice, choćby niskie zaludnienie Polski (już wtedy Zachód nas wyprzedzał), więc jakby co, zawsze można było dać nogę od Pana brutala, ale i często nie było warto, bo dawał ochronę, jakieś zapewnienie, choćby marnego żywota. A i w kupie, gromadzie było raźniej.
A, przypomniało mi się teraz że Ojcowie Piastowscy nasi, często trudnili się handlem żywym towarem, niewolnikami, własnymi poddanymi również, których sprzedawali chętnym, często niewiernym, biznes is biznes, amen. W końcu niewolnictwo też było cześcią Boskiego Planu. Zaś z ówczesnego, ekonomicznego punktu widzenia, naturalnym zasobem produkcyjnym.
Cham, chłop był Zwierzęciem, tu oczywiste są i popularne porównanie do Niewolnika, na przykład sprowadzonego z Afryki na plantacje do Ameryki. Dalej, wraz z pogarszaniem się życia Polskiego ( o narodowości nie zapominajmy, bo to Polska, nie innych historia) los US-Niewolnika i Chłopa się jednak rozjeżdżał. Bo niewolnik na plantacji bawełny był stosunkowo drogi, ludzka maszyna, nie opłacało się zbytnio “zajeżdżać”, a czasami zatłuc. Jak się wydaje z Chłopem Polskim już tak nie było.
Jako to ? Książka ta szczegółowo opowiada właśnie jak w istocie irracjonalne, nieludzie było wykorzystywanie “polskiego” chłopa w systemie Pańszczyzny. Zrazu gdzieś do XV-XVI wieku miał jako tako, ale potem jak już pisałem żle, coraz gorzej. Wreszcie gorzej chyba niż zwierzę, bo zwierzę się zawsze nakarmiło a Pan tak dusił chłopa często domiarami, że i na jedzenie mało co zostawało.
I tu moja niezgoda z autorem, który pisze, że skoro gdzieś w XV w., a potem na dobre w wieku XVI i później, koniunktura na zboże (Polska zawsze do dzisiaj jest państwem opartym na rolnictwie) ekstensywnie uprawiane się pogarszała, skoro rolnictwo polskie, coraz bardziej zacofane, było coraz mniej wydajne, to naturalnym, logicznie uzasadnionym z punktu Pana podejściem był coraz większy wyzysk chłopów. Skoro przychód maleje trzeba zwiększać marżę pańszczyźnianą. Do tego doszły kolejne wojny, powstanie Chmielnickiego ( eh ci Ukraińcy niewdzięczni), w końcu Potop szwedzki, rozpad Rzeczpospolitej, Zabory. Z gospodarką było coraz gorzej więc zamiast modernizować, reformować, dojono chłopa bardziej i bardziej.
Brzmi znajomo?
No może na krótką metę takie “dojenie” można uzasadniać, ale potem to już było tylko długotrwałe, cierpliwe piłowanie gałęzi, na której Pan siedział, a z nim cały Naród. Tu uwaga kolejna ważna: chłop do początków XX wieku specjalnie się z żadnym Narodem Polskim nie identyfikował, tak jak nie identyfikowała się koń czy inne zwierzę, a w końcu też dlaczego miałby. Trudno się więc obrażać na powstania chłopskie, już prze nieocenionego Sienkiewicza “odmalowywane”, trudno się obrażać za niechodzenie do Powstań, za obdzieranie Powstańców. Skoro od zarania Pan jedynie chłopa doił i doił coraz bardziej. Pytanie, co z tego nie identyfikowania się chłopa z Polską zostało, pytała o to zdaje się już Wyspiański w “Weselu”…Ja Jerzy “rolnik” tu specjalnym optymistą nie jestem lud mamy mentalnie zacofany, bastion proboszczy, ciemnogrodu, pewnie Syndrom Sztokholmski też po wiekach ucisku.
Portal Ryzykonomia działa nieprzerwanie od 2009 roku. Zawsze był miejscem darmowego zdobywania wiedzy, dzielenia się poglądami o ryzyku, zarządzaniu ryzykiem i nie tylko. Jeśli chciałbyś/ chciałabyś wesprzeć niewielkim nawet datkiem naszą twórczość kup nam, w prosty sposób BEZ rejestracji, symboliczną kawę na popularnym portalu twórców Buy Coffe. https://buycoffee.to/ryzykonomia
Opisuje to szczegółowo autor w książce jak rosła pańszczyzna ( w wymiarze ilościowym) i inne służebności, jak to Pan stanowił w istocie Prawo dla żyjących w naszym Polskim, onegdaj niby-Państwie, gdzie władza centralna od zawsze słabiutka, rachityczna wszystko delegowała na nadzór Pana nad chłopem. Eh, Janusze biznesu…
Bieda zaś na polskiej wsi była straszna, ludzie nie mieli właściwie nic, bój się wielowiekowy toczył, by chłop mógł jakieś ruchomości mógł mieć, choćby mebel najprostszy, wszystko było własnością Pana. I to na długo jeszcze kiedy w Europie Zachodniej dochodziło do wielkich przemian w zakresie wytwarzania, miast, potem przemysłu i rolnictwa też. Pan tylko eksploatował, chłopa trzymał za mordę, tłukł. Proboszcz to przyklepywał, i sam oczywiście doił, skoro mógł.
Fakt, że gdzieś na początku Oświecenia zaczęto nawet (sic) w Polsce mówić, jednostki to jednaj były, że może to przesada tak chłopa poniewierać, że to Polsce nie służy. Ale były to tylko pozory, Szlachta z uporem maniaka trzymał chłopa za ryj. Tu, zabawny w sumie, ale do dzisiaj aktualny fakt, zależność. Nawet jeśli w XVII wieku i później ta niesłychana opresja i wyzysk polskich chłopów zaczęła być w Europie znana i opisywana, to najbardziej chyba bolało polską szlachtę… taaaak tak zgadniecie, samo to pisanie, wytykanie. Bo na sam ucisk zacofanie było w Polsce zawsze 1001 i jeden dobrych uzasadnień, Pan i Pleban szli tu ręka w rękę. Ale, żeby Inni, Obcy, jacyś Niemcy nam to wytykali?! O nie, to obraza, krzywda szlachecka, niesprawiedlwość się dzieje.
Brzmi znajomo, znowu?
O innej ważnej sprawie, dla naszej teraźniejszości także jest sporo w “Ludowej Historii Polski”. Bóg chciał by Pan Chłopa doił, Pleban potwierdzał i legitymizuje, ale nie zapominajcie o… Żydzie!
Żydzi, którzy są nierozerwalnie związani z historią Europy, a Polski w szczególności . Panowie doili chłopa w obiegu zamkniętem, gdzie żydowska dzierżawa karczmy z wódą (tak!), arenda, bardziej zaawansowana działalność finansowo-kredytowa, była z jednej stronie niezbędnym elementem Systemu Wyzysku, ale też jakby co, świetnym wentylem bezpieczeństwa, celem, chłopcem do bicia. Pan na rozpijanie chłopa w karczmie pozwalał, ale to także kontrolował, czerpał korzyści, a jakby co – co złego to nie On, to Żyd! I to w końcu Żydzi ukrzyżowali Jezusa (w końcu też Żyda), ale do dzisiaj i to nie dociera, co dopiero wtedy. to co jakiś pogromik, żydzi winny wszystkiemu, ale przecież antysemitami nie jesteśmy, cały Naród w II Wojnie Żydów ratował, wystarczy tylko spojrzeć, co mamy dzisiaj, jakie odrodzenie endecji, faszystów, w nowej szacie.
Gdzieś od połowy książki mamy coraz więcej jednak o nieuchronnych przemianach, mimo że Panowie Szlachta bardzo ich nie chcieli, także w kontekście pojawienie się niezwykle ważnej po upadku Rzeczpospolitej, potem Zaborów, sprawy Narodowej.
Czy Pańszczyzna była “winna” utracie niepodległości? Zapewne, w wielkim stopniu, ten system polityczno-gospodarczy nie miał szans w starciu z modernizującymi się ościennymi mocarstwami, stąd kolejna nauka: Polityka jest kluczowa do przetrwania bytu państwowego, a biznes, gospodarka są fundamentalnie istotne. Czemu to wspominamy? Bo i teraz od małego uczy się żeś “Polak mały”, że “krwią i blizną” ale ty się Jasiu polityką nie interesuj, cicho siedź, sprawy publiczne nie dla ciebie, jakoś to będzie.
Nie będzie.
No, w końcu nie dało się nie dostrzec, że bez Chłopa się odzyskać Niepodległości nie da, choć inna sprawa czemu nie spróbować? No więc od czasu do czasu zaczynając od Manifestu Połanieckiego, legendarnego Naczelnika Kościuszki, co to w sukmanie chłopskiej chodził, przez Powstanie Listopadowe i Styczniowe, poczęto chłopów coraz bardziej do Polski zachęcać, rzec by można: kupować.
Słabo i nieskutecznie jednak bo, to przykre i znamienne, w końcu to zaborcy (nie my, Polacy!!!) zaczęli Pańszczyznę znosić, ograniczać. Szczególnie ukazy carskie z 1864 pańszczyznę zniosły, to gorzki, bo dokonany obcą ręką, symboliczny koniec chłopskiej niewoli. Inna sprawa, aż się tak wiele w życiu dalej dojonego chłopa nie zmieniło.
I, nie zapominajmy, jak bardzo się to dalej nie podobało zmiemianom , skargi do cara słali, jak to, gdzie wolność, gdzie prawa szlacheckie, gdzie obyczaje. Tacy to Polacy byli, są…
Powstanie Styczniowe, kolejne, padło, but cara na szyi, a te zakute, podłe, chytre polskie łby swoje, i tak do końca XIX wieku. My w ciemnej dupie zabobonu, a na świecie już huczy Wielka Rewolucja Przemysłowa.
Skoro o niej mowa, to jest rzeczą oczywistą, że uprzmysłowienie Polski od początku, w chłopskim kraju, musiało być bardzo trudne. Na wsi żyło i pracowało z 80-90% potem 70 % ludności (jeszcze w 1921 roku !).
Gdzie tu miasta, przemysł, modernizacja. Jakoś jednak się zaczęło, choć opresję chłopa przeniesiono wprost na opresję robotnika, którego traktowano gorzej niż maszyny, które obsługiwał. Kolejna ciekawostka: klasyczną metodą oszukiwania robotnika na dniówce było przestawianie, manipulacja zegara. Proste, a piękne!
Kobiety, które trafiały do miast na masową skalę zmuszone były do trudnienia się prostytucją, (o ile pamiętam wers z książki, pod koniec XIX wieku w kilkuset tysięcznej Łodzi było ich z 50 tysięcy). Kobiety gorzej traktowane i opłacane, a często w fabrykach nowo przyjmowane majstrowie gwałcili, “na próbę”.
Rosła też nowa grupa zawodowa służących, coś z 50 tys. w Warszawie na przełomie wieków. Gdy Pan wyjeżdżał na wakacje służba szła na bruk, bez żadnego zabezpieczenia.
Czy w innych krajach było lepiej ? Ależ tak ! Jak pisze Leszczyński strajków, związków zawodowych, samoorganizacji nauczyli nas lepiej wykształceni ( i opłacani) robotnicy sprowadzani z Niemiec. Przy czym strajki, gdy już zaczęły być w Polsce powszechne tłumili zaborcy, a potem sami Panowie, kapitaliści w II Rzplitej brutalnie, krwawo, strzelając.
Tak sobie myślę od jakiegoś czasu, przy całym dzisiejszym pro-kapitalistycznym, prawicowym zadęciu, że porządny człowiek mógł był wtedy być, musiał być, socjalistą a może nawet komunistą. Zważywszy skalę opresji, nieludzkie traktowanie klasy robotniczej w Polsce “szklanych domów”… Dzisiaj ówczesny socjalizm, socjaldemokracja jest przylepiany do komuny, ruskich, ale przecież i Piłsudski był socjalistą. A kiedy przyszła godzina próby, jak pisał Broniewski i chłop i robotnik, już coraz bardziej świadomy swej polskiej narodowości, stawali z bronią w ręku, choć były w ojczyźnie rachunki krzywd…
II Rzeczpospolita dalej do reform była nieskora, choć lata 1918-1939 to ostatnie podrygi Panów, zwanych już wtedy Ziemianami. To, ciekawe jak ta legenda dworska do dzisiaj przetrwała, zmitologizowana, w tym wielkopańska, latyfundyczna. Choć to zacofanie ideowe Panów, w końcu ludzi wykształconych, rzekomo oświeconych, stało cieniem za upadkiem państwa polskiego po niespełna trzech dekadach wolności zakończonych i rzezią II Wojny Światowej.
Bo w końcu Sanacja ( zwana dzisiaj Dobrą Zmianą nomen omen, nie ma przypadków) do modernizacji była nieskora, ani chłopom ani robotnikom nieskłonna. Ot, taka kolejna znamienna ciekawostka: Państwowa Inspekcja Pracy (PIP) powołana dekretem Józefa Piłsudskiego z 3 stycznia 1919 , to jedna z najstarszych polskich nowożytnych instytucji; już w okresie miedzywojennym była niedofinansowana, traktowana po macoszemu. Znowu brzmi znajomo?
Książka kończy się rozdziałem o Polsce PRLowskiej. Chłopa dalej trzymano za mordę, podobnie jak robotnika, tym razem w imię Partii i komunistycznego, sterowanego z Moskwy raju na ziemi. Jednak panów już nie było, zniknęli, znowu można by rzec “obcymi rękami” wymazani wirem historii.
W książce na końcu jest wniosek, który mnie poruszył. Ludowa, ta prawdziwa historia Polski to rzecz o Emancypacji polskiego ludu, która nastąpiła, wystarczy spojrzeć jak dzisiaj wygląda Polska, jak wieś, jak praca w fabryce, przemyśle, a najczęściej w usługach. Co prawda związku zawodowe mamy słabiutkie, pomijając pisowskie przybudówki pseudozwiązkowe, ale już warunki pracy, zabezpieczenia pracownicze, regulacyjne, społeczne są diametralnie różne.
Chłop w Unii Europejskiej nie tylko się uwolnił, emancypował, ale stał się rzeczywistą, moim skromnym zdaniem nadmierną “solą ziemi”. Nadmierną, bo może i jeździ traktorem Lamborghini dofinansowanym z UE, ale słoma mu z butów, podejrzliwość, ta chytrość, cwaniactwo, ta mentalna podległość proboszczom we krew wyszła przez te stulecia. Panów już nie ma, ale to chłop, którego krew płynie i w pracownikach korporacji, małego i dużego biznesu, jest wiecznie żywy.
Jest więc i ta ludowa historia, opowieścią o Ciągłości, jak każda historia, tak łatwo o tym Polacy zapominają. Ta ciągłość folwarczna, opresyjna, wyzysku jest widoczna w polskiej kulturze organizacyjnej, na wszystkich poziomach mikro, makro, na poziomie organizacji państwa. To trzymanie za mordę, ta niesprawiedliwość ocen, to promowanie miernot, dyzm a teraz kiboli ze stadionów. Ta niechęć, często nienawiść do modernizacji.
Nawet Żyd jest wiecznie ciągle za plecami, choć Żydów, rzekomo wszechmocnych hitlerowcy dawno wymordowali. Żyd i wszelkie teorie spiskowe, które uoasabia pozostają zarówno prostym i usprawiedliwieniem dla własnych porażek, i cywilizacyjnego zacofania. Zaś dla cwanych polityków, demagogów, może to na nich spłynęła “hamulcowa” rola panów, to wygodny chłopiec do bicia, usprawiedliwienie dla własnej nie-sprawczości, indolencji, nieprofesjonalizmu. Nie sposób też zapomnieć o reakcyjnej roli kościoła katolickiego, mimo jego demoralizacji pozostaje chyba najważniejszą, antymodernizacyjną siłą w nowożytnej ludowej historii, to temat na inną zupełnie opowieść.
W całym tym naszym “klimacie” niby wyemancypowanym ale wiecznie tym samym wiecznie żywe, kwitnące wręcz ostatnio pozostają idee endeckie i faszystowskie znane z okresu międzywojnia i promieniujące na cały PRL choć zamaskowane ale przetransformowane przez komunę PRL-owską.
Polska jest inna, ale wciąż taka sama, ludowa, z niej my wszyscy. Pytanie, co z tym w przyszłości zrobimy, i na codzień robimy, w nowej Europejskiej Ojczyźnie.
Europa, Unia Europejska to wielka szansa dla ludowej Polski, dziejowa, egzystencjalna.
=======================
Mój darmowy Substack
https://substack.com/@ryzykonomia
Pliki cookie Aby zapewnić sprawne funkcjonowanie tego portalu, używamy pliki cookies („ciasteczka”). Jeśli nie wyrażasz na to zgody opuść portal.